Blog, Z materiału

Pierwsza nitka.

 Odkąd pamiętam, moja mama szyła, przerabiała, czy poprawiała coś na maszynie.  I pomimo iż patrzyłam na jej poczynania z podziwem, mnie osobiście nigdy do tego nie ciągnęło.  Owszem, podobały mi się nowe sukienki, bluzeczki dla mnie czy lalek, albo nowy plecak na urodziny.  Jednak cała praca jaką wkładała by można było zobaczyć efekt końcowy, wydawała mi się żmudna, zdecydowanie za dużo czasu to pochłaniało.  Oj nie, nie było to zajęcie dla takiego raptusa jakim byłam „za młodu”.  Aż do momentu, gdy urodziła się moja córcia i potrzebowałam czegoś  tylko dla siebie – chwili wytchnienia, oderwania się od pieluch, butelek, obiadów itp., a jednocześnie mieć Małą na oku.  No i mi się przypomniały te cuda wychodzące spod maszyny i tak mi się zachciało stworzyć coś samej 🙂  Dostęp do maszyny był, gdyż zawsze gdzieś w czeluściach szafy leżał sobie stary Łucznik.  Szmatki, a raczej stare jeansy,  do pocięcia też się udało wygrzebać bez większych poświęceń.  Tak oto powstał…

 
 
 
 

 Arcydziełem nie jest, ale córcia pokochała od pierwszego spojrzenia i to mi dało niezłego, pozytywnego kopa. Nie dość, że mogłam się odrobinę zrelaksować, to jeszcze udało się zrobić coś, co sprawiło radość mojemu dziecięciu.

Polecam wszystkim młodym mamom – i nie tylko 😉

Do następnego…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *