Blog, Z materiału

Gdy jest mi źle…

 

 Czasem przychodzą takie dni, że się człowiekowi odechciewa absolutnie wszystkiego. I jakoś sobie musi z tym poradzić. Ja mam już co najmniej parę swoich sposobów na podły nastrój. Jednym z nich jest zasiadanie przed maszyną do szycia. Nawet jak nie mam konkretnego pomysłu co by zrobić, kiedy już rozłożę cały mój przedpotopowy sprzęt i zaczynam przeglądać szmatki zalegające w każdym możliwym kącie – pojawia się idea. Tak było i tym razem. Potrzebowałam przegonić czarne myśli, więc maszyna wylazła spod biurka. Przypomniało mi się, że kiedyś planowałam uszyć poduchę-oparcie na bujany fotelik Mai. A ponieważ i moim sercem zdążyły zawładnąć sowy … powstała taka oto

 

 

 

 

 Chyba najbardziej w takich sytuacjach cieszy uśmiechnięty dziub dziecka, a wówczas i mamy dziub zaczyna się radować nie bacząc już na przeciwności losu. Bo jak człowiek widzi, że jego dziecko jest szczęśliwe, to mu lżej na sercu 😉

 Ale żeby nie było, że ja tak tylko dla tej młodszej szyję. Starszy też „dostąpił zaszczytu”. Co prawda już jakiś czas temu, ale za to poprzeczkę podniosłam sobie wysoko, szczególnie biorąc pod uwagę jak bardzo zaawansowany (ykhmm) poziom umiejętności szyciowych wówczas posiadałam :))

 Postanowiłam zrobić mu narzutkę na łóżko, zwłaszcza iż w tamtym czasie zamieszkał w nowym pokoju. Jednak nie chciałam żeby to była taka zwyczajna narzuta, więc powstała „sentymentalna” – ze wszystkich wygrzebanych podkoszulków z czasów wczesno-dziecięcych. Muszę przyznać, że trochę się nakroiłam tych kwadracików :/ Chciałam pokazać kilka fotek z tego działania – ale po namyśle stwierdzam, że są tak marnej jakości iż nie będę męczyć co wrażliwszych oczu 😉 Ale efekt końcowy do dziś wygląda tak

 
no dobra, zdjęcia „w trakcie” są po prostu gorszej jakości, proszę mi wierzyć na słowo, ale cudów od telefonu nie można wymagać
 

 Dziś z pewnością uszyłabym ją w innej kombinacji i z całą pewnością odpowiedniej długości, ale i tak jestem z siebie zadowolona, hihi A wszystko to jedynie efekt mojego radzenia sobie z gorszymi dniami. No bo czy przy szyciu nie jest łatwiej wszystko przemyśleć sobie na spokojnie??

Pozdrawiam coraz większe grono tu zaglądających [juppi]

 
 

6 thoughts on “Gdy jest mi źle…”

  1. Sówka urocza. A narzuta ah cudna i super, że z jego podkoszulków uszyłaś. Myślę, że zostawi ją dla swoich dzieciaczków :-). Brawo. I o tym szyciu zgadzam się z Tobą są smutki jest maszyna i brak smutków.

    Ps. Czy kiedyś będę mogła pożyczyć bujak do fotek? Albo zdradź mi gdzie go nabyliście to może sprawię moim księżniczkom.

  2. Sówka super ! Osobiście sów nie szyję , ale niektórzy mówią na moje dziwolągi że przypominają sowy 🙂 Narzuta bardzo mi się podoba ! też myslałam , żeby zrobić tylko ze swoich podkoszulków . A jak Ci się to szyło , bo koszulki są rozciągliwe.. ?
    Pozdrawiam !

  3. Dziękuję 🙂 Oj tak, namęczyłam się z tymi koszulkami zdrowo, ale to głównie za sprawą mojego upartego Łucznika, który pozwala mi już tylko na ścieg prosty i zygzak, bez możliwości zmiany naciągu nici itp 🙁 Więc nawet nie poobszywałam kwadratów.

  4. Ogromnie Ci dziękuję, to bardzo miłe być zauważonym 😀
    A posty będą, będą już wkrótce – tylko się ogarnę z dłuuuuugo wyczekiwanym remontem sypialni 🙂 Ściskam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *