Blog

 Uhhh…. ostatnie 1,5 tyg było cięęęęężkie.

Całą moją rodzinkę dopadł zły i podstępny rota wirus 🙁 a zaczęło się od najmniejszej istotki w domu.

Napędziła mi niezłego stracha, wymiotując generalnie po wszystkim co tylko się znalazło w jej brzuszku. Do tego stopnia, że niemożliwe było nawet podanie jej wody do picia. W związku z czym niestety wylądowałyśmy w szpitalu.

No i miałam zapędy by się tu rozpisywać o naszych „przyjemnościach” jakie napotkałyśmy; o inspekcji oddziału dziecięcego, która wywróciła życie wszystkich tam zebranych do góry nogami; o rozterkach matki w takim miejscu; etc., etc…   Ale po co?

Każda mama, która musiała kiedyś spędzić choćby jedną dobę ze swoim dziecięciem w szpitalu wie doskonale, że to nie jest przyjemny czas. A najgorsze w tym wszystkim – w większości sytuacji – wcale nie ze względu na stan zdrowia pociechy. I wierzcie mi, mam naprawdę ogromy szacunek do zawodu pielęgniarki, ale po 4 dniach spędzonych w tym budynku, mam im jedno do powiedzenia: Drogie Panie, więcej EMPATII!! Szczególnie do tych małych chorych kruszynek, które są zdane na waszą niełaskę!!

 

 

 Córa mi się wyzbierała z choroby, ale nie omieszkała zostawić coś dla reszty domowników. I tak po kolei zmiatało mnie, ślubnego, a od dziś chyba jeszcze syna. A „chyba” dlatego, że w porównaniu do tego jak my przechodziliśmy choróbsko – Młody jakiś taki całkiem żwawy i ruchliwy 🙂 Może to zwyczajnie moje przewrażliwienie na tym punkcie i jego ból brzucha we mnie wywołuje traumę? …

Trzymajcie się wszyscy zdrowo.

Następnym razem obiecuję już bardziej optymistyczny wpis 😉

 
 
 

4 thoughts on “…”

  1. cieszę się, że już jesteście zdrowe i już w domu :-). Tfu tfu my ze ślubnym mieliśmy tą przyjemność doświadczyć, pociechy nasze nie i oby długo tak było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *