Blog, Z materiału

…a po burzy…

 

 Witajcie wszyscy, którzy jeszcze się nie poddaliście wciąż tu zaglądając, jak i ci z was co teraz przypadkiem do mnie trafiliście 😉

Ponieważ nad moją rodzinką przewalił się istny huragan, totalna rewolucja życiowa – o czym napomknęłam już w poprzednim wpisie, potrzebowałam czasu żeby się trochę „ogarnąć”. Głównie dla moich dzieci. By jak najmniej odczuły skutki zmian. Wiedziały, że szczególnie w ciężkich sytuacjach mogą na mnie liczyć. A to wszystko wymagało jednak czasu. Zaczynamy układać sobie życie w nowych realiach i koniec z chowaniem się przed światem z zapuchniętymi oczami. Trzeba iść przed siebie i nie tracić nadziei na lepsze dni, czyż nie? Tak jak w słowach Budki Suflera:

…a po nocy przychodzi dzień,

a po burzy spokój…

 ja teraz również odnajduję swój spokój – małymi kroczkami, ale do przodu.

A wiadomo nie od dziś, dla mnie najlepszym sposobem na rozładowanie złych emocji, jest szycie. Nie no jasne, że nie tylko tych złych, ale wówczas najbardziej mi pomaga. Dla maszyny zawsze chętnie odnajduję czas, choćby i po nocach. No i tym razem też się sprawdziła 😉 Dziś pokażę Wam co wyszło spod jej igły całkiem niedawno, ale spokojnie… te ciut wcześniejsze „dzieła” są również gotowe na zdjęciach do prezentacji. Jednak to co zobaczycie poniżej, dało mi mega satysfakcję i pozwoliło na ogarnięcie wszystkich myśli związanych z ostatnimi wydarzeniami. Może po części dlatego, że powstało na specjalne zamówienie, a może ze względu na ilość razy kiedy musiałam pruć, poprawiać i doprowadzać do perfekcji bo sama nie byłam zadowolona :))) Aż w końcu zrobiłam to tak jak planowałam, przy okazji przemyślałam sobie to i owo, a co najlepsze – osoba, dla której tyle szyłam, prułam i poprawiałam, jest zadowolona z efektu końcowego. Co ma się rozumieć, daje i mnie ogromnego kopa do działania 🙂 OK, dość ględzenia – czas na jakieś foty…


Oto torba-listonoszka z wkładką na mini laptopa, czy może netbooka. Jak zwał tak zwał.


Bałwan wciąż czasowy, nie mówcie 😉


Są też i dwie kieszonki na zewnątrz, oraz jedna wewnątrz.

Zarówno sama torba, jak i wkładka mają wszytą owatę, co by elektronicznemu sprzęcikowi było miękko i wygodnie. Kusiło mnie nawet, żeby chociaż samą klapę przepikować, ale nowemu właścicielowi się nie spodobał pomysł 🙁 Dodam jeszcze, że całość to 100% upcycling, co mnie samą ogromnie cieszy 🙂

No i jak widzicie, wciąż działam i nie zamierzam przestać. To jak? Zostaniecie tu jeszcze ze mną? A może jakieś przemyślenia na temat samej torby? Ja zostaję i czekam na Was 😉

Uściski

 

2 thoughts on “…a po burzy…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *