Blog, Z drewna

Rzecz o pewnych krzesłach …

 Ostatnio było sporo pitu-pitu o niczym, to dziś będzie konkret 😉

O pewnych pięknych ( w moim przekonaniu, oczywiście) krzesłach – sztuk 6 i koziołkach – sztuk 2. Właścicielką ich niestety nie jestem ja, a urocza kobietka, z którą wymieniłyśmy całe mnóstwo sms-ów i odbyłyśmy jeszcze więcej rozmów przez telefon. Wszystko po to by dogadać strategię odnowienia rzeczonych siedzisk „po babci” 🙂 Szczerzę żałuję, że  nie udało nam się w końcu spotkać, choć tak na prawdę nie mieszkamy od siebie nie wiadomo jak daleko. No cóż, życie pisze różne scenariusze to kto wie, może jeszcze kiedyś nam się drogi skrzyżują.

Wracając do samych krzeseł…za pomocą pośredników dotarł do mnie taki oto zestaw…

 
krzesla1
Wybaczcie, ale praca nad nimi tak mnie cieszyła, że wszystkie zdjęcia są robione telefonem 🙁

 

 Pracy z nimi nie było dużo, tylko czasu wymagały. Same krzesła miały tyle zakamareczków, łuków i wygięć, że tylko szlifowanie ręczne wchodziło w rachubę. Koziołki dodatkowo miały mieć wymienioną tapicerkę. I tak zaczęło się żmudne szlifowanie – choć piszę to z uśmieszkiem, bo lubię się tak bawić 🙂

 
krzesla2
 
 

Mniej ulubionym etapem było szpachlowanie, ale na myśl, że po załataniu tych wszystkich dziur i głębokich zarysowań wszystko będzie cacy, aż podejście do tematu było lepsze 😉 Następne było gruntowanie no i samo malowanie farbą akrylową. Proste? No niby proste, ale co te krzesła nie chciały ze  mną współpracować to masakra.

 
krzesla3
 

Co warstwa farby, to gdzie nie gdzie wychodziły jakieś plamy, doprowadzając mnie do rozpaczy. W końcu udało się zwalczyć tą przeciwność – żeby nie rzec złośliwość – mebla.

Aż wszystko zaczęło wyglądać wręcz pięknie 😀 (taka nieskromna będę, a co!)

 
krzesla4

 

krzesla5

 

krzesla6
 
 

 Kiedy krzesła już wracały do właścicielki, to koziołki jeszcze schły i się „obijały” 😉 dlatego nie mam wszystkich na jednym zdjęciu.  Obicie kupowała urocza P. (czyt. właścicielka) i uważam, że strzeliła w dziesiątkę. Bardzo im pasuje ten materiał…

 
koziolki1
O matko kochana, jaki ja bajzel potrafię zrobić jak mnie praca wciągnie :O
koziolki2
Koziołki w całej okazałości 🙂
 

Trochę czasu mi zeszło z tym odświeżaniem  ale biorąc pod uwagę, że moje dzieci jeszcze  dopadały na zmianę choroby (!!!) to ogromnie cieszę się z wyrobienia w terminie. Te kilka tygodni szlifowania, malowania i dopieszczania krzeseł dało mi bardzo dużą dawkę dobrej zabawy. Do tego dochodzi jeszcze zadowolenie P. Nigdy nie słyszałam tylu „DZIĘKUJĘ!” za swoją pracę. Aż serce urosło do niewyobrażalnych rozmiarów :))

Te krzesła, czy raczej cała historia z nimi związana, dały mi sporo do myślenia. Pozwoliły wyjść z mojego marazmu i kopnęły w tyłek: „Weź się wreszcie kobieto za to co od zawsze lubisz!!” – chodziło mi po głowie jak mantra przy pracy nad nimi. Owszem, jestem po renowacji zabytków. Co prawda raczej tych architektoniczno – murowanych, ale do drewna zawsze bardziej mnie ciągnęło. I zdarzało mi się już nie raz „poprawić” jakiś mebel w domu własnym, czy kogoś bliskiego, znajomego. Ale jakoś nigdy nie patrzyłam na to jak na sposób na życie. Aż do czasu tych właśnie krzeseł…

No a przecież szyć też nie przestałam …

Tylko jak to wszystko teraz ugryźć???

Idę myśleć.

 
 

Dobrej nocy i miłego weekendu 😉

2 thoughts on “Rzecz o pewnych krzesłach …”

  1. Świetna robota, krzesła i koziołki wyglądają pięknie! Uwielbiam takie metamorfozy oglądać. Ale też i robić bo nie dość, że przyjemna praca to i satysfakcja ogromna. Pozdrawiam serdecznie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *