Blog, Z materiału

Wirusy wszystkiemu winne.

Jak ja to ostatnio pisałam? Sio z przeciwnościami? Chorobami?

 

No nie ma tak łatwo… a już na pewno z wirusami. I to na pewno te paskudne wirusy są winne powstania Jednorożca 🙂 Tak właśnie, w tym tygodniu jednorożce mi chodzą po głowie. Nie na zamówienie, nie na prośbę Młodszej, tylko tak zwyczajnie wylazło ze mnie. To bankowo jest wina tych paskudnych wirusów co mnie dopadły, hihi. W efekcie…


jednorozec1


Tak, w tym tygodniu padło na mnie i syna 🙁 Przez co jednego dnia pozwoliłam sobie przeleżeć na kanapie ile tylko się dało. Rzadko mi się zdarza dać sobie samej dyspensę na taki luksus. Jednak tym razem powiedziałam sobie DOŚĆ(!!) odkładania swoich potrzeb, zdrowia na drugi plan. Dbania o wszystkich w okół, a siebie – brzydko mówiąc – olewać. Jak tylko zawiozłam Młodszą do przedszkola, nafaszerowałam Starszego (siebie też) medykamentami i zapakowałam się pod ciepły kocyk z notesem i długopisem. Ejjj no, już wystarczy, że się położyłam. Nie musiało być bezczynnie 😛

Po zaplanowaniu wszystkich rzeczy ważnych do zrobienia, tych szyciowych i nie tylko, w tym tygodniu…rysowałam co jeszcze chcę uszyć. No dobra, rysowanie brzmi dumnie – bazgroliłam po swojemu. A ponieważ cały poprzedni tydzień to Młodsza była chora i czytałyśmy mnóstwo bajek, to teraz i moja wena jest iście bajkowa.

Rysunkiem chwalić się tu nie będę. Co odważniejszych odsyłam na mój Fanpage, ewentualnie Instagram.

Jak już sobie odpoczęłam i się „twórczo” wyżyłam, to się zabrałam do szycia 😉 Bo to najlepszy relaks i odganiacz złej aury jaki znam. Proszę bardzo – efekt końcowy do podziwiania 😛


jednorożec2
jednorozec3

Pewna dobra dusza podsunęła mi pomysł, że małe dzieci lubią schowki. Tak więc jest i mała kieszonka na skarby 😉


jednorozec4
jednorozec5
jednorozec6
 

 Jednorożec pierwsze testy przeszedł w rękach Starszego.

I chyba zdał wszystkie niezawodnie, a przynajmniej zażaleń nie słyszałam. Natomiast Młodsza pokochała Jednorożca miłością absolutną i rozstać się z  nim/nią(?) nie chce nawet na moment. Ciężko było nawet te zdjęcia zrobić.

 

Nie wiem czy Wy też, szyjące w domu mamy, macie tak samo? Przy każdej nowej rzeczy wychodzącej spod maszyny, niemal natychmiast pojawia się mała istotka z lawiną pytań: „a co to będzie?”, „a kiedy będzie gotowe?”, „a czy dla mnie?”, „a już mogę wziąć?”, „a na pewno ktoś inny to bardziej potrzebuje niż ja?”, etc…  🙂

Miłego końca tygodnia Wam życzę. Ja wracam do chusteczek i kolejnych pomysłów. No i muszę się trochę „od-różowić”, bo aż mnie psiapsiółka wczoraj spytała czy w ciąży nie jestem? :O



 

8 thoughts on “Wirusy wszystkiemu winne.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *