Blog, Z materiału

Ko…ko…kocham wiosnę!

 A w zasadzie to wszystkie pory roku, po za … latem (niestety za mocno daje mi się we znaki, szczególnie uczuleniem przy intensywnym słońcu) :/ Ale to właśnie wiosną, tak jak przyroda, budzę się do życia. Zachwycam się każdym pączuszkiem na drzewie/krzaku i co raz zieleńszą trawą. No i ptaki…uwielbiam jak śpiewają nawet o 5 rano pod oknami 🙂 Wszelkie „ochy” i „achy” można ode mnie usłyszeć, kiedy odkryję pierwsze kwiaty rozkwitające w moim (mini) ogródku.  Tak jak od wczoraj piękne żonkile, przyprawiające mnie o mega wielgachny uśmiech na pysku, kiedy rano obok nich przechodzę.



Czytaj dalej „Ko…ko…kocham wiosnę!”

Blog, Z materiału

Dzieciowe zamówienia

 
 
  Mówiłam już kiedyś, że mam dwójkę wiernych – aczkolwiek wymagających – klientów? Oj tak, ich zamówienia dają mi nie raz porządną zagwozdkę. A są to oczywiście moje własne, prywatne dzieci. Nie ma opcji uszycia czegoś według własnej wizji, spokojnie i bez pośpiechu. Ale to w nich lubię najbardziej – przynajmniej nie dają mi spocząć na laurach 😉 Cały listopad przeleciał mi jak błyskawica i to w dużej mierze za sprawką tych moich urwisów i ich zamówień.

Młodsza potrzebowała kolejnej pościeli na zmianę – ale koniecznie musiała być z jej ulubionych starych poszeweczek.

Blog, Z materiału

Słowo się rzekło :)

 
 

 Halo, zagląda ktoś tu o tej porze w piątek? 😀

Pewnie nie, lepsze rzeczy do roboty, hihi. Ale może w weekend któraś z Was kuknie przy kawce/herbatce. A przecież obiecałam pokazać twory z zakupionych ostatnio materiałków 🙂

Przede wszystkim wybaczcie, że dopiero dziś, ale przyznam się wam szczerze – od poniedziałku jestem „słomianą wdową” i usiłuję jakoś ogarnąć cały ten temat. Dla mnie to całkowita nowość. Będąc samą z dwójką dzieci i psem, czasem ciężko jest sprostać rzeczom na pozór oczywistym i prostym …gdy się działa wspólnie z drugą połówką. Jednak najgorętsza część tygodnia minęła, a ja jakoś dałam radę i mnie samej dała dużą satysfakcję 😉 Dzieciaki nie narzekają – a przynajmniej na mnie, bo na brak taty i owszem – czyli chyba wspólnie daliśmy radę. Wiem, że są wśród Was kobietki takie, dla których to norma i chleb powszedni, a na moje powyższe literki możecie powiedzieć co najwyżej : „pfff”. Jednak ja się dopiero oswajam z tematem – do tego absurdalnego stopnia, że cieszyłam się jak małe dziecko kiedy sama zaparkowałam auto w garażu (podjazd na moje oko pionowo do góry) i co lepsze… na drugi dzień z niego wyjechałam 😀

No dobra, ale nie takimi poczynaniami miałam się dziś chwalić, tylko tymi bardziej krawieckimi.

A wiec – ta dam!!